O PROJEKCIE

OBA to nazwa wspólnych działań malarskich Ryszarda Grzyba i Marcina Osiowskiego. Sami artyści efekt tej współpracy traktują nie tylko jako przedłużenie indywidualnych poszukiwań, ale przede wszystkim jako autonomiczną wartość, która krystalizuje się w trakcie rozmów i wspólnych malarskich sesji cechujących się mniejszą lub większą regularnością od 2002. Tym, co skłoniło ich do wspólnego malowania, co połączyło jako ludzi i malarzy, to poczucie humoru i wyczulenie na absurdy codzienności. Ryszard Grzyb, na pytanie czym jest absurd dla sztuki odpowiedział „Podnosi sztukę z klęczek wobec siebie samej, wyciąga z błota, zdejmuje gorsety, kładzie na ziemi” („Oj dobrze już”, nr 2, 1984).

Charakteryzując twórczość duetu OBA nasuwa się skojarzenie z koncepcją „karnawalizacji” Michaiła Bachtina, który zwraca uwagę na deprecjonowaną przez badaczy „kulturę śmiechu”. Homo Sapiens zawdzięcza poczucie humoru względnie dużej pojemności puszki mózgowej i umiejętności myślenia abstrakcyjnego, czyli cechom, które konstytuują nas jako gatunek. Dlatego wyczulenie na absurdy i śmiech należałoby uznać za nieodłączną część człowieczej egzystencji. Jednak nie każda epoka dawała dowcipowi upust w równym stopniu. Śmiech w ujęciu Bachtinowskim, i jego wyraz w postaci ludowego karnawału, cechuje się ambiwalencją; może być zarówno formą aprobaty, jak i krytyki. Nieodłącznymi jego elementami są ekscentryczność, elementy błazenady, czy wręcz obsceniczności i bluźnierstwa obalającego autorytety. Obrazy Grzyba i Osiowskiego przypominają o tym karnawałowym aspekcie codzienności, gdzie pozorna logika, powszechna akceptacja reguł i porządku ulegają zawieszeniu, stawiając poza nawias zachowania i sytuacje społeczne często uznawane za oczywiste i niepodważalne.

Malarze podjęli współpracę bez żadnych założeń, celów i programów. Inspiracje znajdowali we własnych notatkach, przeczytanych książkach, zdjęciach z podróży, obserwacji wydarzeń rozgrywających się w najbliższym otoczeniu. Tekst autorstwa Doroty Monkiewicz towarzyszący ich wspólnej wystawie w warszawskiej Królikarni został zatytułowany „malowanie NICZEGO”. Jednak nie tylko dlatego, że przedstawienia dominujące pośród ich wspólnych realizacji stanowią ucieleśnienie pozornych błahostek prozy codziennego życia. Owo tytułowe „malowanie niczego”, jak podkreślił Grzyb, odnosi się do ich wspólnych sesji jako spontanicznych kaprysów, realizowanych pod wpływem poczucia bezgranicznej, artystycznej wolności i bieżącego nastroju oraz bodźca, aktualnego i inspirującego z całą mocą w tym konkretnym momencie. Nic nie wymagało wcześniejszych ustaleń, nic nie kierowało ich działaniami - ani wzniosła myśl, presja komentowania ważkich kwestii, ani potrzeba dotarcia do odkrywczych rozwiązań. Nic ich także nie ograniczało.

Wspólne malowanie od początku ma charakter przyjacielskich spotkań, dlatego w obrazach OBA widoczna jest przyjemność z współpracy, czerpanie radość z samego aktu malowania. Już przed spotkaniem zazwyczaj któryś z malarzy dysponuje w zanadrzu zdjęciem, pocztówką z podróży, ilustracją z książki, zapomnianym szkicem, przeczytaną niedawno lub kiedyś zapisaną myślą, sentencją. Koncepcja płótna ustalana jest wspólnie, dotyczy głównie kwestii formalnych i powstaje w trakcie przekładania słów na język wizualny. Podział ról jest spontaniczny - maluje ten, kto ma pewność i wie, jaki gest należy w danym momencie wykonać. Ich wspólne sesje mają charakter „jam session”, improwizacji, gdzie jeden temat jest interpretowany i przetwarzany przez kolejną osobę. Charakter wspólnego malowania przypomina także sztafetę, gdzie na trasie podzielonej na fragmenty pałeczkę, a tutaj pędzel, przejmuje się by z nową energią i świeżym spojrzeniem podjąć się ukończenia kolejnego odcinka, wspólnie zbliżając się do celu. Ważnym aspektem współdecyzyjności, wzajemnego wspomagania się, jest dla obojga przekraczanie samotności artysty, która pozostaje naturalnym stanem artysty. Malarz zwyczajowo działa indywidualnie, poszukuje wszelkich rozwiązań na własną odpowiedzialność. W trakcie wspólnych sesji każdy z artystów wie, że drugi obserwuje jego dokonania i gotowy jest przejąć inicjatywę.

Osiowski ma za sobą doświadczenie współpracy w latach 80. w Kopenhadze z artystami różnych mediów w ramach wspólnych projektów łączących sztuki wizualne i muzykę awangardową. Ale, jak wspomina wspólne malowanie z artystą szwajcarskim, nie zawsze taka współpraca przynosiła efekty: „Rozmawialiśmy przez dwa lata i namalowaliśmy dwa obrazy”. Wspólne sesje rysunkowe oraz malarskie były częstym działaniem w ramach legendarnej już Gruppy, do której należał Ryszard Grzyb oraz pięciu innych malarzy z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Silne osobowości twórcze, a także znaczne różnice stylistyczne, sprawiały jednak, że konflikty i radykalne rozwiązania były nieodłącznym elementem tych akcji. Grzyb wcześniej malował także z Pawłem Kowalewskim, jednak obrane tematy wynikały bezpośrednio z obserwacji otaczającej rzeczywistości, bez peregrynacji w świat literacki, historii sztuki, odległych miejsc ze zdjęć i pocztówek.  To, co w odczuciu Osiowskiego odróżnia jego działalność z Grzybem od innych współpracujących ze sobą malarzy, to poczucie wspólnego celu i wzajemne zaufanie jakim się obdarzają. Mimo, że każdy z nich maluje inaczej, tworząc razem nie zależy im na eksponowaniu tego faktu; głównym ich założeniem pozostaje wydobycie, w ich wspólnym odczuciu, jak najlepszej jakości malarskiej. Jak skwitował to Osiowski „robimy coś nie po to, aby się przepychać z własnym koncepcjami, ale żeby uzyskać ten końcowy, zadawalający efekt”. Współpracę tę porównał do twórczości teatralnej Petera Brooka, który swoją postawę celnie wyraził tymi słowami: „Chodzi mi o kompromis, który pozwoli, aby idealizm był światłem, przenikającym przez pragmatyzm” (Brook 1993/1994, s. 134).

Grzyb w odniesieniu do znajomości z Osiowskim przywołał termin chemii międzyludzkiej, o której często wspominał także Gombrowicz. Dzięki niej jednostki, w rozmaitości ludzkich charakterów i nieskończoności kombinacji między nimi, miewają szczęście stworzyć niezwykle harmonijny tandem. Grzybowi i Osiowskiemu nie brak wspólnego mianownika, a naturalnie ukształtowana formuła ich współpracy nigdy nie stanowiła zarzewia dysonansu ani artystycznej dywergencji.  Ich malarska współpraca jest pochodną wzajemnej sympatii i pewnego podobieństwa charakterów, więzi intelektualnej i poglądów na twórczość.

Zarówno Grzyb, jak i Osiowski uznają sztukę za formę komunikacji, a więc za nośnik treści i osobisty komentarz. Same tytuły prac wskazują na źródło inspiracji, ale także odnoszą się do ważnej roli ekspresji językowej w działalności każdego z artystów. Grzyb „od zawsze” jest poetą, Osiowski swoje wiersze zaczął pisać w czasie studiów w Antwerpii w latach 80., a jeszcze wcześniej zapisywał swoje przemyślenia w formie luźno prowadzonego dziennika, często swoje obrazy opatrywał komentarzem pisanym bezpośrednio na licu płótna, lub jego odwrocie. Ich rozważania malarskie nie są poprzedzone stawianiem sobie pytań o to, czy wiedza z zakresu kompozycji, rozkładania napięć poprzez zestawienia form i barw ma przełożenie na estetyczny wymiar płócien. Jednak pomimo tych zgodności postaw, ich indywidualne języki artystyczne różnią się. Grzyb otwarcie nazywa siebie metafizykiem, w jego ujęciu sztuka to forma samodoskonalenia, wynikająca w równiej mierze z potrzeby, jak i dyscypliny, której hołduje na co dzień. Już w czasach studenckich widoczna była inspiracja pracami Neue Wilde, Jeana Dubuffet’a, czy Waldemara Cwenarskiego, a listę jego artystycznych fascynacji uzupełniał Witkacy oraz Rafał Wojaczek. W pracach Grzyba, a także w jego wypowiedziach i tekstach poświęconych malarstwu pojawia się echo twórczości Bohumiła Hrabala, który mawiał, że bycie na świecie to nie przelewki, w mistrzowski sposób łącząc komizm z melancholią. Od dekad kolor pozostaje dla niego kwestią kluczową, uznaje go za „dobrodziejstwo, królestwo i podarunek (…) radość, wolność i poezję” (Ryszard Grzyb [w:] Kilka odpowiedzi na pytania, które zadała mi pani Gizela Burkamp, 1994). W jednej z wypowiedzi Osiowski zauważył: „Koloryzm, pojęcie historycznie przypięte kapistom brzmi dzisiaj, gdy już mamy za sobą sranie w galerii i menstruacyjne miotanie w widzów, archaicznie. Ale tak długo jak używamy farb, pędzla i płótna kluczem otwierającym drzwi absolutu, a nie wytrychem wstydliwie chowanym za pazuchą, jest kolor. A mistrzem koloru jest Grzyb, Ryszard Grzyb”. Osiowski w tym kontekście zdaje się być artystą mocniej osadzonym w aktualnej kondycji otaczającej go rzeczywistości, w zjawiskach społecznych ale i niepokojących sytuacjach ze świata polityki. Przez wiele lat tworzył prace, w których łączył malarstwo i rysunek z kolażem komentując realia PRL-u. Prace Osiowskiego, od najwcześniejszych obrazów po najnowsze łączy precyzja kompozycji i formy, skrytej za pewną pozorną niestarannością. Bliższy mu pozostawał monochromatyzm, rzadko operował czystymi barwami, wzbogacając formę o tzw. „materiały śmieciowe”, wycinki z pism pornograficznych, książek telefonicznych i reklam. Louis van den Branden napisał w tekście towarzyszącym jego wystawie w Antwerpii, że ich wizualna forma nie budzi wybuchów podziwów wynikających z estetycznego pobudzenia, co zresztą nie tylko artysty nie smuci, a wręcz w pewien sposób sprawia satysfakcję.

Ich poszczególne realizacje różnią się od siebie nie tylko tematyką, ale także formą, która bywa bliższa wczesnym, abstrakcyjnym płótnom Osiowskiego, innym razem charakterystycznemu horror vacui Grzyba. W formie wizualnej harmonia współpracy pojmowana jest jako synteza przeciwieństw; ornamentalnego stylu Grzyba, jak i syntetycznego, celowo „anty-dekoracyjnego” charakteru prac Osiowskiego. Jak sugeruje podtytuł jednej z ich wystaw „my oba to trzecia osoba” rzeczywiście w trakcie wspólnych działań powstaje całkowicie nowa artystyczna wartość będąca wypadkową ich stylistyk, inspiracji i silnych osobowości.

Na ich obrazach świat zaczerpnięty z lektur i sztuki łączy się faktami zaobserwowanymi w życiu codziennym. Ich prace są silnie zakorzenione zarówno w duchowych treściach mitologii egipskiej, afrykańskich wierzeń czy rozważań filozoficznych z kwestiami przyziemnymi sączącymi się poprzez media, reklamy. Na ich płótnach, niczym w kalejdoskopie, spotykają się gromady zwierząt, bohaterowie ze starożytnych wierzeń, postaci ze świata kultury popularnej z Marylin Monroe na czele, celebryci świata sztuki jak Andy Warhol, inspirujący ich artyści - William Blake, Hogarth, czy krajan Jacek Malczewski, a także politycy. W poszukiwaniu inspiracji wkraczają w obszary nazywane sztuką krytyczną lub zaangażowaną. Owe prace zawsze pozostają wyrazem reakcji na otaczającą rzeczywistość, przełożoną na język plastyczny, jednak nigdy nie stanowią centrum zainteresowań i nie przesłaniają innych, ważnych dla obydwojga, źródeł inspiracji. O tym, że współcześnie od podobnej tematyki odciąć się nie sposób, traktują wspólnie namalowane prace zatytułowane „Szkice do obrazu o sprawach wagi państwowej, który jeszcze nie powstał”, które przedstawiają przechadzającą się kurę na tle kwiatów, oraz górski krajobraz. Zdefiniowane przez OBA sprawy wagi państwowej oraz polskie przejawy megalomani prześmiewczo komentują polityczną rzeczywistość w początkach nowego tysiąclecia. Pomimo, że większość prezentowanych prac powstała ponad piętnaście lat temu ich przekaz nie stracił na aktualności; spoglądając na nie z dzisiejszej perspektywy zaskakuje ich profetyczność. W tym kontekście szczególną uwagę zwraca obraz „Biała rasa musi biało patrzeć”, namalowany w 2003, gdy manifestacje miłośników białej rasy nie miały tak ostentacyjnego  charakteru i nie odbywały się w świetle jupiterów pod auspicjami polskiego rządu.

Operowanie zaskakującymi zestawieniami, syntezą, i przede wszystkim humorem nie wyklucza powagi, z jaką traktują twórczość, zarówno artystyczną jak i literacką. Malarstwo Grzyba to wyraz postawy afirmacyjnej oraz opowiadania się za tym, co piękne i wzbogaca człowieka, zaś Osiowski demaskuje tę nieprzyjazną stronę ludzkiej egzystencji. Bliskie jest im stwierdzenie Witkacego, który uważał, że: „Cała nasza twórczość, czy naukowa, czy filozoficzna, czy artystyczna i literacka, czy religijna – mimo prawdziwych przepaści, które dzielą te sfery (…), polega na walce z Tajemnicą Istnienia, o tego Istnienia sens ostateczny. Sens ten pozostanie w pewnych granicach nieodgadniony na zawsze. Chodzi o walkę samą, o jej środki, o poziom, o płaszczyznę, na której się odbywa. Poza bezpośrednim przeżywaniem ta beznadziejna walka może jest właśnie tego Istnienia sensem ostatecznym, najwyższym.” (Stanisław Ignacy Witkiewicz, O znaczeniu intelektualizmu w literaturze. [w:] Bez kompromisu. Pisma krytyczne i publicystyczne, Warszawa 1976). Tak też śmiech, którym operują Grzyb i Osiowski nie jest celem samym w sobie, a raczej sposobem odczuwania i interpretowania rzeczywiści, oraz być może jedyną możliwą formą osłodzenia tej pozornie beznadziejnej walki.

 © 2019 OBA (Ryszard Grzyb & Marcin Osiowski)

     fot. Adam Gut

OBA

Ryszard Grzyb & Marcin Osiowski